Oświadczenie burmistrza gminy Milicz z 23 maja 2011 r.

but_kobgm

Poniżej publikujemy Oświadczenie burmistrza gminy Milicz
z 23 maja 2011 r. w sprawie Publicznego Zespołu Zakładów Lecznictwa Ambulatoryjnego oraz pomysłów na przejęcie go przez szpitalną spółkę Milickie Centrum Medyczne. Oświadczenie to zostało przekazane do redakcji „Głosu Milicza”, jednak nie zostało opublikowane.


Na forum Rady Powiatu prezes Maciej Piorunek przyznał, że aby w ogóle uruchomić działalność spółki potrzebne są 2 mln zł na bieżącą działalność (od 1 czerwca, czyli praktycznie za tydzień!). Starosta Lech publicznie odpowiedział, że tych pieniędzy nie ma! To według Głosu Milicza nie jest żaden problem. Powiat sprzedaje wartą (według szacunków) 1,4 mln zł działkę na pokrycie strat „Dromilu” (który przecież, jak nas przekonywał Zarząd, co roku przynosił dochody), choć może lepiej byłoby te pieniądze przeznaczyć właśnie na dofinansowanie rozpoczynającej działalność spółki MCM. Ale Redakcja Głosu i w tym wypadku nie widzi problemu. Co więc okazuje się, że według GM największym problemem szpitala nie jest zadłużenie i pusta kasa, ale... burmistrz Paweł Wybierała.

A jakie są fakty?

Twórcy biznesplanu dla MCM chyba zdawali sobie sprawę z faktu istnienia PZZLA. Jeżeli tak, to albo zakładali, że w przyszłości powołana przy spółce przychodnia będzie z PZZLA konkurowała (i nie tylko z Publicznym Zespołem, ale i z prywatnymi przychodniami działającymi w naszej gminie) – nie ma więc o czym rozmawiać, trzeba tylko okazać się lepszym od innych. Albo założyli, że przyszpitalny POZ przejmie PZZLA. Dlaczego jednak tak założyli? Do dziś nikt nie zapytał samych pacjentów PZZLA, czy będą chcieli się leczyć w nowej placówce i czy podoba im się takie instrumentalne potraktowanie – jako jedynie dodatek do kontraktu z NFZ, który powiat chciałby przejąć?

Tylko że już w listopadzie 2007 roku starosta Lech zwracał się z propozycją przejęcia PZZLA przez Szpital Powiatowy. Wtedy to Społeczna Rada PZZLA negatywnie oceniła ten pomysł i zwróciła się do ówczesnego burmistrza „o dalsze prowadzenie Publicznego Zespołu Zakładów Lecznictwa Ambulatoryjnego” (uchwała z 8 kwietnia 2008 roku). Dlaczego więc pomysł ten nadal był brany pod uwagę, chociaż nie doprowadzono już potem do żadnych ustaleń z burmistrzem bądź Radą Miejską? Trzeba dodać, że i dziś członkowie Społecznej Rady PZZLA (na posiedzeniu z 18 maja) negatywnie ocenili przekazanie PZZLA szpitalnej spółce (stenogram i nagranie z posiedzenia dostępne na stronie www.milicz.pl). Jeżeli więc nie tylko Wybierała jest przeciwny temu planowi Zarządu Powiatu, ale i gminni radni oraz pracownicy PZZLA, to może nie jest on taki doskonały? (Redakcja Głosu oczywiście wie, że to niemożliwe, aby Piotr Lech nie miał racji, i żeby to nie Wybierała był wszystkiemu winien.)

Co bowiem stałoby się z samym kontraktem, czyli mówiąc wprost – z pieniędzmi, które po przejęciu PZZLA miałyby zasilić spółkę MCM?

PZZLA trzeci rok z rzędu wypracowuje nadwyżkę na podobnym poziomie ok. 100 tys. zł, w tym roku było to 122 tys. zł. Jak ta kwota ma się do ratowania szpitala? Zadłużenie ZPZOZ w Miliczu wynosi blisko 23 mln zł, z czego gdy/jeżeli  zostanie zrealizowany plan „B”, do spłaty zostanie ponad 7 mln zł. Problem leży jednak głównie w tym, że placówka wciąż się zadłuża, a tempo narastania długo wynosi – według doniesień medialnych – ponad 300 tys. zł miesięcznie, czyli ok. 4 mln zł rocznie! Zważmy: 120 tys. zł rocznie dodatkowo z jednej strony i blisko 4 mln zł deficytu z drugiej! Przecież główny księgowy szpitala zadłużającego się w takim tempie nawet nie zauważy, że gdzieś przez konto przeleciało mu dodatkowe 10 tys. zł miesięcznie. Żeby więc w ogóle sensownie rozmawiać o jakichkolwiek fuzjach, trzeba najpierw uzdrowić, aby mocno podleczyć sytuację samego szpitala. I to jest zasadnicza sprawa.

Jeżeli ktoś nadal uważa, że przejęcie przez spółkę PZZLA rozwiąże problemy szpitala, gratuluję mu optymizmu. Oczywiście PZZLA mógłby przynosić wyższe dochody, może w sumie nawet o 200-300 tys. zł rocznie. Ale po pierwsze to nadal kwota, która nie uratuje spółki, a po drugie: jakim kosztem? Pacjentów, bo przecież trzeba będzie zaoszczędzić na badaniach, czy dodatkowych poradach; i personelu – kogoś trzeba będzie zwolnić.

Gdy w listopadzie ubiegłego roku wspólnie z wójtem Krośnic Mirosławem Drobiną proponowaliśmy, że zapiszemy w budżetach gmin rzeczywiście znaczące kwoty, rzędu 1,5-2 mln zł rocznie, którymi można byłoby wesprzeć szpitalną spółkę, nikt nie strony Rady Powiatu nie uznał za potrzebne zainteresować się taką ofertą. Dziś gminy mają już uchwalone budżetu i znalezienie wolnych kwot nie jest możliwe, ale trwa bój o kwotę 10-, 20-krotnie niższą.

Podsumowując:

Jeżeli starosta Piotr Lech potrafi znaleźć ogromne pieniądze na ratowanie swojego poronionego pomysłu, jakim jest „Dromil”, a nie potrafi – po czterech latach przygotowań – doprowadzić do zbilansowania szpitala i zapewnić środków na rozruch szpitalnej spółki, to winien temu jest ...

Niech każdy z Państwa samodzielnie spróbuje odpowiedzieć na to pytanie, choć GM już jednoznacznie wskazał, kogo trzeba zlinczować. Przestrzegam jednak przed bezkrytycznym przyjmowaniem oceny sytuacji i „faktów” przedstawianych przez Głos Milicza.

Z poważaniem
Paweł Wybierała
burmistrz gminy Milicz
Milicz, 23.05.20011r.

 
milicz.pl